Premium
article miniature

Polska technologia, która wyprzedza drony

Jeszcze kilka lat temu nowe generacje systemów walki elektronicznej powstawały w kilkuletnich cyklach. Dziś ich rozwój wyznaczają tygodnie, a czasem nawet dni. Wojna w Ukrainie sprawiła, że producenci systemów zagłuszania musieli całkowicie zmienić sposób projektowania swoich urządzeń. Liczy się już nie tylko moc nadajnika, ale przede wszystkim szybkość reakcji, możliwość błyskawicznej adaptacji do nowych zagrożeń i zdolność działania w środowisku, które nieustannie się zmienia. Jedną z firm próbujących na nowo zdefiniować sposób działania współczesnych jammerów jest B4 Limits. Polski producent opracował własną architekturę reaktywnego zagłuszania opartą na układach FPGA. Rozwiązania spółki zostały dostrzeżone przez NATO i przechodzą kolejne etapy weryfikacji pod kątem zastosowań w siłach zbrojnych państw Sojuszu oraz ochronie infrastruktury krytycznej.

offerings-mobile

Jeszcze niedawno w systemach zagłuszania radiowego dominowały dwa podejścia. Pierwsze opierało się na generowaniu szumu w określonym paśmie częstotliwości, m.in. za pomocą układów VCO. Drugie wykorzystywało technologię DDS, która pozwalała precyzyjniej kształtować generowany sygnał. W takim przypadku operator analizował wykrytą transmisję i dobierał odpowiedni sposób zakłócania. Rozwój bezzałogowców i szybko zmieniających się systemów łączności ujawnił jednak ograniczenia obu podejść.

Współczesne drony FPV coraz częściej wykorzystują łącza zmieniające częstotliwość tysiące razy na sekundę. Pojawiają się nowe protokoły transmisji, nowe pasma oraz kolejne sposoby omijania klasycznych systemów zagłuszania. Rozwiązanie skuteczne jeszcze kilka miesięcy wcześniej może okazać się niewystarczające podczas następnej rotacji na froncie.

To sprawia, że badania laboratoryjne nie wystarczają już do projektowania skutecznych systemów walki elektronicznej. Inżynierowie muszą konfrontować swoje rozwiązania z doświadczeniami użytkowników działających w realnych warunkach bojowych. W przypadku B4 Limits ważnym źródłem wiedzy stały się obserwacje z wojny w Ukrainie, które wpłynęły na kierunek rozwoju kolejnych rozwiązań spółki.

B4 Limits formalnie rozpoczął działalność w 2019 roku, jednak korzenie rozwijanej przez spółkę technologii sięgają 2015 roku. Wtedy zespół inżynierów rozpoczął prace nad systemami zagłuszania radiowego dla partnerów zewnętrznych. Przez kolejne lata firma zdobywała praktyczne doświadczenie przy rozwiązaniach przeznaczonych dla sił państw NATO oraz innych formacji odpowiedzialnych za bezpieczeństwo. Ta wiedza stała się fundamentem platformy Defender, zaprezentowanej w 2024 roku. To rodzina modułowych, szerokopasmowych systemów zagłuszania przeznaczonych przede wszystkim do przeciwdziałania bezzałogowcom, ale również do ochrony infrastruktury krytycznej, zakładów karnych oraz realizacji zadań związanych z kontrolą i blokowaniem łączności radiowej.

W 2026 roku B4 Limits znalazła się w gronie pięciu finalistów programu NATO ACT Innovation Continuum w kategorii walki elektronicznej realizowanego przez Sojusznicze Dowództwo ds. Transformacji NATO (Allied Command Transformation).

Sebastian Szachowicz, który przez wiele lat mieszkał w Kanadzie i Szwajcarii, dziś stoi na czele B4 Limits. Jak podkreśla, od początku działalności spółka koncentrowała się na jednym obszarze.

Przede wszystkim zajmujemy się systemami zakłócającymi łączność. To jest nasza główna specjalizacja.

Oferta spółki nie ogranicza się jednak wyłącznie do jammerów.

Równolegle rozwijane są systemy pasywnej detekcji kierunku emisji radiowych (Direction Finder) oraz czujniki RF przeznaczone do wykrywania i klasyfikacji sygnałów radiowych. Wszystkie wykorzystują podobne fundamenty technologiczne, dzięki czemu tworzą spójny ekosystem rozwiązań walki radioelektronicznej.

Rozwijamy również system Direction Finder, który znajduje się obecnie w fazie kalibracji. To pasywne rozwiązanie, które nasłuchuje sygnałów radiowych i wskazuje kierunek, z którego są emitowane. Bazuje na tych samych technologiach, które wykorzystujemy w naszych systemach walki radioelektronicznej. Równolegle rozwijamy czujnik RF przeznaczony do wykrywania i klasyfikacji sygnałów radiowych. Istotnym elementem całej architektury jest możliwość synchronizacji z własnymi systemami łączności, tak aby nie zakłócać wykorzystywanych przez nie sygnałów.

Article Image

Zanim powstał Defender…

Przez wiele lat inżynierowie B4 Limits pracowali jako podwykonawcy przy projektach realizowanych dla innych firm. W tym czasie zdobywali doświadczenie przy różnych architekturach systemów zagłuszania, przeznaczonych m.in. dla sił państw NATO, formacji odpowiedzialnych za ochronę infrastruktury krytycznej oraz służb zajmujących się bezpieczeństwem VIP-ów.

To doświadczenie okazało się bezcenne.

Jeszcze większy wpływ na rozwój technologii miała jej weryfikacja w warunkach wojny w Ukrainie. Bezpośredni kontakt z ukraińskimi wojskowymi działającymi na froncie pozwalał zespołowi szybko reagować na zgłaszane potrzeby i wprowadzać kolejne zmiany w sprzęcie.

W dużej mierze nasze decyzje były inspirowane doświadczeniami ukraińskich kolegów z frontu. Poświęcili nam bardzo dużo czasu i przekazali ogrom wiedzy.

Efektem było odejście od zamknięcia całego systemu w jednej obudowie na rzecz architektury modułowej. Jednocześnie B4 Limits postawiła na szerokopasmowe zagłuszanie, dzięki któremu ten sam jammer może neutralizować różne rodzaje transmisji – zarówno sygnały telekomunikacyjne, jak i łączność wykorzystywaną przez bezzałogowe statki powietrzne.

Zamiast tego powstała modułowa architektura, którą można konfigurować pod konkretne zastosowanie.

Nasze rozwiązania mają modułową architekturę. Dzięki temu możemy konfigurować systemy pod konkretne potrzeby użytkownika – od niewielkich jammerów telekomunikacyjnych po rozbudowane systemy antydronowe o zasięgu liczonym w dziesiątkach kilometrów.

Modułowa konstrukcja stała się jednym z fundamentów platformy Defender. Poszczególne elementy można łączyć w zależności od wymaganej mocy, zakresu częstotliwości czy konkretnego scenariusza użycia. Dzięki temu ta sama architektura znajduje zastosowanie zarówno w przenośnym Defender Manpack, jak i w większych konfiguracjach przeznaczonych do ochrony obiektów lub konwojów.

Defendera wyróżnia także sposób prowadzenia zakłóceń. Zamiast zagłuszać całe pasmo, urządzenie wykrywa aktywny sygnał i kieruje zakłócenia na częstotliwość, na której pojawiła się transmisja. Tak szybka reakcja jest możliwa dzięki zastosowaniu układów FPGA.

Posiadamy technologię, która jest dość wyjątkowa. Wielokrotnie słyszeliśmy od partnerów, że wiele firm próbowało wykonać to, co nam się udało. Oparliśmy system na układach FPGA z transceiverami. Dzięki temu jesteśmy w stanie bardzo szybko podążać za sygnałem przemieszczającym się po całym spektrum częstotliwości i skutecznie go neutralizować.

Sebastian Szachowicz dodaje, że rozwiązanie spółki wykracza poza klasyczne podejście stosowane w większości dostępnych systemów.

 Na ćwiczeniach wojskowych rozmawialiśmy z przedstawicielami sił zbrojnych państw sojuszniczych o kierunkach rozwoju systemów zagłuszania radiowego. W pewnym momencie musieliśmy cofnąć się w naszym sposobie myślenia, żeby zrozumieć, co rozmówcy rozumieją przez tryb reaktywny. W systemach DDS reakcja nadal wymaga udziału operatora, który analizuje sygnał, dobiera odpowiedni kształt fali i przełącza sposób zagłuszania z jednej częstotliwości na drugą. U nas te procesy realizowane są automatycznie. Nasze algorytmy analizują charakterystykę wykrytego sygnału i odpowiednio dopasowują sposób jego neutralizacji.

Automatyczna analiza wykrytego sygnału i dostosowanie do niego sposobu zagłuszania stały się podstawą technologii określanej przez firmę mianem reaktywnego zagłuszania.

Nie polega ona na ciągłym emitowaniu zakłóceń w całym paśmie częstotliwości. System najpierw obserwuje widmo radiowe, wykrywa aktywną transmisję, a dopiero potem kieruje energię dokładnie tam, gdzie pojawiło się zagrożenie.

To pozornie niewielka zmiana.

W praktyce oznacza jednak całkowicie inne podejście do walki elektronicznej.

Article Image

Czy to już koniec ery klasycznych jammerów?

Jeszcze kilka lat temu wiele systemów zagłuszania opartych na technologiach VCO i DDS działało według stosunkowo prostego schematu. Operator definiował zakres częstotliwości, który miał zostać zakłócony, a urządzenie nieprzerwanie emitowało sygnał zagłuszający w całym wybranym paśmie.

Takie podejście sprawdzało się wtedy, gdy przeciwnik korzystał ze znanych i stosunkowo stałych częstotliwości. Dziś sytuacja wygląda inaczej. Współczesne drony, zwłaszcza konstrukcje FPV, coraz częściej wykorzystują technikę FHSS (Frequency Hopping Spread Spectrum), czyli błyskawicznego przeskakiwania pomiędzy częstotliwościami. Jednocześnie stale pojawiają się nowe protokoły transmisji, których wcześniej nie było na polu walki.

To oznacza, że klasyczny jammer musi obejmować coraz większy fragment widma radiowego. Problem polega na tym, że moc nadajnika rozkłada się pomiędzy wszystkie chronione pasma – niezależnie od tego, czy w danym momencie rzeczywiście znajduje się w nich zagrożenie.

Dobrze obrazuje to prosty przykład. Jeżeli zagłuszacz dysponujący mocą 200 W i ma jednocześnie zabezpieczać dziesięć zakresów częstotliwości, na każde pasmo przypada zaledwie około 20 W. Jeżeli dron wykorzystuje tylko jedno z nich, pozostała energia jest w praktyce marnowana tłumaczy Sebastian Szachowicz.

Z takim wyzwaniem postanowili zmierzyć się inżynierowie B4 Limits.

Zamiast nieustannie emitować sygnał zakłócający w całym paśmie, platforma Defender w czasie rzeczywistym prowadzi nasłuch szerokiego zakresu częstotliwości. Dopiero po wykryciu transmisji uruchamia zagłuszanie, kierując dostępną moc na częstotliwość wykorzystywaną przez przeciwnika. Gdy transmisja zanika lub zmienia częstotliwość, system natychmiast dostosowuje swoje działanie.

Takie podejście określane jest mianem reaktywnego zagłuszania (reactive jamming).

Nie chodzi wyłącznie o ograniczenie zużycia energii. Znacznie ważniejsza jest skuteczność. W opisanym wcześniej przykładzie cała moc 200 W może zostać skoncentrowana na jednym aktywnym sygnale, zamiast być rozdzielana pomiędzy dziesięć pasm. System nie generuje dodatkowej energii – wykorzystuje ją po prostu znacznie efektywniej dodaje prezes B4Limits.

W praktyce oznacza to większy zasięg skutecznego zagłuszania, mniejsze zakłócenia dla własnych systemów radiowych oraz niższy pobór energii. To właśnie dlatego architektura reaktywna jest dziś uznawana za jeden z najbardziej obiecujących kierunków rozwoju nowoczesnych systemów przeciwdziałania bezzałogowcom.

Article Image

FPGA zamiast procesora

Podczas prac nad Defenderem inżynierowie B4 Limits skupili się nie na zwiększaniu mocy nadajnika, lecz na skróceniu czasu reakcji urządzenia. Musi ono jednocześnie monitorować obserwowane widmo radiowe, wykrywać nowe transmisje, analizować ich parametry i niemal natychmiast generować odpowiedni sygnał zakłócający. W praktyce cały ten proces odbywa się w czasie liczonym nie w milisekundach, lecz mikrosekundach.

I dlatego fundamentem platformy stały się układy FPGA (Field Programmable Gate Array).

W przeciwieństwie do klasycznych procesorów, które wykonują kolejne instrukcje sekwencyjnie, FPGA realizują wiele operacji równolegle. Pozwala to prowadzić obserwację widma, analizę sygnału i generowanie zakłóceń praktycznie w tym samym czasie.

Według danych producenta system reaguje po około 18 mikrosekundach w trybie półreaktywnym oraz 36 mikrosekundach w trybie całkowicie reaktywnym. Taka architektura umożliwia śledzenie sygnałów zmieniających częstotliwość nawet 55 tys. razy na sekundę.

To jednak nie sam czas reakcji jest najważniejszy.

Kluczową zaletą okazuje się możliwość dostosowywania sposobu działania do nowych zagrożeń bez przebudowy sprzętu. W praktyce oznacza to, że rozwój kolejnych algorytmów odbywa się poprzez aktualizację oprogramowania, a nie projektowanie nowego urządzenia od podstaw.

Najpierw neutralizacja, później klasyfikacja

W wielu współczesnych systemach walki elektronicznej wykrycie sygnału jest dopiero początkiem procesu. Urządzenie najpierw próbuje określić, z jakim rodzajem transmisji ma do czynienia, a dopiero później podejmuje decyzję o sposobie reakcji.

Zdaniem Sebastiana Szachowicza takie podejście ma jednak istotną wadę – wydłuża czas działania systemu i zwiększa ryzyko, że nowe, wcześniej nieznane sygnały pozostaną poza jego zasięgiem.

Wiele firm próbuje najpierw klasyfikować sygnały. To wydłuża czas działania. Powstaje też ryzyko, że nowy sygnał nie zostanie zneutralizowany tylko dlatego, że system go wcześniej nie znał.

W B4 Limits przyjęto inną filozofię działania.

My poszliśmy w kierunku neutralizacji wszystkich sygnałów, które pojawiają się w obserwowanym paśmie. Jeżeli ktoś będzie chciał prowadzić klasyfikację, będą to robiły rozwijane przez nas czujki RF. Nasza filozofia jest prosta – najważniejsza jest efektywność zakłócania i zapewnienie jak najlepszej ochrony, a nie analiza poszczególnych sygnałów.

Article Image

Wojna w Ukrainie zweryfikowała wszystkie założenia

W 2023 roku podczas ćwiczeń Anakonda B4 Limits po raz pierwszy pokazał własny system zagłuszania. Po latach pracy zespół mógł wreszcie sprawdzić autorskie rozwiązanie w praktyce. Wyniki testów okazały się bardzo obiecujące.

Podczas ćwiczeń Anakonda 2023 po raz pierwszy pokazaliśmy własny system w trakcie dużych testów wojskowych. Wyniki były bardzo satysfakcjonujące – wyróżnialiśmy się na tle polskiej konkurencjiwspomina Sebastian Szachowicz.

Entuzjazm nie trwał jednak długo. Wkrótce po zakończeniu ćwiczeń zespół wyjechał na Ukrainę. Warunki frontowe szybko zweryfikowały rozwiązanie, które wcześniej bardzo dobrze wypadło podczas wojskowych testów. Dynamicznie zmieniające się środowisko elektromagnetyczne oraz nowe sposoby wykorzystywania bezzałogowców ujawniły ograniczenia przyjętych wcześniej założeń.

To było zderzenie z rzeczywistością. Bez problemu zakłócaliśmy drony FPV, czego najbardziej się obawialiśmy. Natomiast ogromnym wyzwaniem okazały się komercyjne statki powietrzne, które zaczęły wykorzystywać nowe częstotliwościmówi prezes B4 Limits.

To doświadczenie stało się dla firmy punktem zwrotnym. Zamiast rozwijać kolejne wersje istniejącego rozwiązania, inżynierowie zdecydowali się wrócić do podstaw i ponownie przeanalizować całą architekturę systemu.

Poświęciliśmy praktycznie cały następny rok na rozwój i przebudowę koncepcji. Musieliśmy stworzyć system, który będzie logicznie adaptował się do zmian zachodzących w otoczeniu wyjaśnia Sebastian Szachowicz.

Właśnie wtedy zaczęła kształtować się filozofia, która dziś stanowi fundament platformy Defender. Celem przestało być projektowanie urządzenia odpowiadającego na konkretne, znane zagrożenia. Znacznie ważniejsze stało się stworzenie systemu zdolnego do szybkiej adaptacji do nowych częstotliwości, protokołów transmisji i sposobów działania bezzałogowców, które mogą pojawić się już następnego dnia.

Gdy teoria zderza się z praktyką…

Jedną z rzeczy, która najmocniej wybrzmiewa podczas rozmowy z Sebastianem Szachowiczem, jest przekonanie, że w przypadku współczesnej walki elektronicznej laboratorium stanowi dopiero początek procesu projektowego. Prawdziwa weryfikacja odbywa się dopiero w terenie.

To podejście firma przejęła w dużej mierze od ukraińskich partnerów.

Tam nowe rozwiązania bardzo często trafiają do testów natychmiast po zbudowaniu pierwszego działającego prototypu. Jeśli pomysł się sprawdza – jest rozwijany. Jeśli nie – trafia do ponownej analizy.

Chcąc czy nie chcąc, złapaliśmy trochę tego ukraińskiego podejścia do metodyki wytwarzania. Wszystkie pomysły, które rokują i mają sens, staramy się możliwie szybko sprawdzać w praktyce.

Dlatego firma regularnie prowadzi własne testy poligonowe.

- Regularnie sprawdzamy nowe koncepcje, walidujemy różne pomysły i weryfikujemy to, co mówi teoria z tym, co pokazuje rzeczywistość.

Zdaniem prezesa właśnie tego nie da się zastąpić żadną symulacją komputerową.

Projektowanie systemów walki elektronicznej oznacza pracę z dziesiątkami różnych protokołów radiowych, szerokości ramek transmisyjnych czy sposobów modulacji sygnału. Każdy z nich może zachowywać się inaczej w rzeczywistym środowisku elektromagnetycznym.

Mówimy o bardzo wielu różnych protokołach komunikacyjnych. Ramki mają różne rozmiary. Trzeba sprawdzić praktycznie wszystko i zoptymalizować algorytmy tak, żeby radziły sobie z każdym sygnałem, ale jednocześnie nie traciły czasu na jego głęboką analizę. Bez wyjazdu w teren takie technologie po prostu nie działają.

O sposobie pracy zespołu najlepiej świadczy jedna z historii opowiedzianych przez prezesa B4 Limits. Pokazuje ona, że przy projektowaniu systemów walki elektronicznej teoria jest jedynie punktem wyjścia.

Na potrzeby jednego z projektów firma kupiła anteny od zagranicznego dostawcy. Producent deklarował możliwość pracy przy mocy 100 W.

Kupiliśmy anteny z Kanady. Według dokumentacji miały działać przy mocy 100 watów. W naszych testach spaliły się przy około 30 watach.

To oznaczało konieczność zaprojektowania własnego rozwiązania. Inżynierowie przygotowali dwanaście różnych wersji anten zgodnych z obowiązującymi zasadami projektowania. Przy trzynastej świadomie odeszli od części wcześniejszych założeń.

Zaprojektowaliśmy dwanaście anten zgodnie z podręcznikowymi zasadami. Trzynasta powstała dokładnie odwrotnie – zróbmy wszystko na przekór temu, co mówi teoria. I właśnie ta trzynasta okazała się najlepsza.

Takich sytuacji jest znacznie więcej.

Zdaniem prezesa rozwój technologii walki elektronicznej w ogromnym stopniu opiera się na metodzie prób i błędów.

Jest bardzo dużo eksperymentów. Czasem trzeba popełnić błąd, żeby czegoś się nauczyć. Dopiero wtedy można iść o krok dalej.

Podobnie wyglądał rozwój samego Defendera. Kolejne decyzje konstrukcyjne były podejmowane na podstawie wyników testów oraz obserwacji działania urządzeń w warunkach operacyjnych.

Pierwsza wersja Defendera nie była konstrukcją modułową. Weryfikacja urządzenia w warunkach frontowych skłoniła jednak zespół do zmiany architektury. W praktyce przebudowa okazała się znacznie bardziej wymagająca, niż początkowo zakładano. 

Samo zmodularyzowanie rozwiązania wydawało się proste. W praktyce napotkaliśmy mnóstwo problemów logistycznych, których wcześniej nie przewidzieliśmy. To opóźniło cały projekt o kilka miesięcy.

Końcowy efekt wynagrodził jednak poniesiony wysiłek.

Modułowa wersja systemu została po raz pierwszy publicznie zaprezentowana podczas testów porównawczych prowadzonych w ramach programu Tarcza Wschód.

To był właściwie pierwszy publiczny sprawdzian naszego rozwiązania w tej konfiguracji. Wyniki były dla nas bardzo satysfakcjonujące. Pokonaliśmy całą konkurencję, a mówimy o rozwiązaniach prezentowanych przez firmy z Wielkiej Brytanii, Turcji, Czech, Korei, Francji, Niemiec i krajów bałtyckich. Podobnie było dwukrotnie podczas ćwiczeń NCIA. W sierpniu ponownie zostaliśmy tam wybrani jako firma posiadająca najlepszy jammer spośród testowanych rozwiązań.

Choć prezes nie zdradza szczegółów, podkreśla, że właśnie takie testy pozwalają zweryfikować rzeczywistą wartość nowych technologii.

Article Image

Polska ma kompetencje. Problem zaczyna się później…

W ostatnich latach dużo mówi się o potrzebie budowy krajowych kompetencji w zakresie technologii obronnych. Zdaniem Sebastiana Szachowicza Polska ma odpowiednie zaplecze inżynierskie. Jego ocena nie dotyczy przy tym wyłącznie sektora obronnego. Uważa, że polscy inżynierowie także w innych obszarach technologii mogą konkurować z najlepszymi zespołami na świecie.

Nasza spółka została wybrana do programu NATO Innovation Continuum 2026. Obok nas znalazły się firmy ze Stanów Zjednoczonych, Kanady i Turcji. To pokazuje, że polskie rozwiązania są dostrzegane i cenione.

Kolejnym sprawdzianem dla technologii B4 Limits były ćwiczenia Baltic Trust organizowane przez NATO Communications and Information Agency (NCIA). Rozwiązanie polskiej firmy testowano tam obok systemów prezentowanych przez zagranicznych uczestników.

Nie było tam żadnego jammera, który potrafił zrobić to, co pokazał nasz system.

Od czasu naszej rozmowy B4 Limits po raz kolejny uzyskała wysoką ocenę podczas ćwiczeń organizowanych z udziałem NATO Communications and Information Agency (NCIA). Podczas Baltic Trust 2026, przeprowadzonych w sierpniu na Łotwie, firma otrzymała wyróżnienie w Jamming Performance Challenge. W certyfikacie przyznanym B4 Limits wskazano, że jej rozwiązanie osiągnęło najsilniejszy efekt zakłócania według uczestniczących w ćwiczeniu operatorów BSP.

Article Image

Prezes polskiej spółki przyznaje, że sama technologia nie wystarcza, aby trafić z rozwiązaniem do wojska. Choć systemy B4 Limits uzyskują wysokie oceny podczas badań i testów porównawczych, przełożenie tych wyników na konkretne zamówienia okazuje się bardzo trudne.

Różne instytucje wojskowe bardzo dobrze oceniają nasze rozwiązania. W testach dedykowanych i porównawczych praktycznie zawsze zajmujemy pierwsze miejsce. Problem zaczyna się później.

Sebastian Szachowicz mówi, że producenci nowych technologii znajdują się często w trudnym położeniu. Z jednej strony słyszą, że najpierw powinni zdobyć zagranicznych klientów. Z drugiej – potencjalni odbiorcy spoza Polski pytają, czy rozwiązanie zostało już wdrożone w Siłach Zbrojnych RP.

Wojsko mówi: sprzedajcie najpierw za granicę, wtedy będzie potwierdzenie technologii. Partnerzy zagraniczni odpowiadają: a czy używa tego Wojsko Polskie? To trochę błędne koło.

B4 Limits prowadzi obecnie pierwsze wdrożenia pilotażowe, ale – jak przyznaje prezes – proces pozostaje wymagający.

Czekamy, aż przedstawiciele Agencji Uzbrojenia przyjadą i zobaczą nasze możliwości. Oczywiście cały proces jest bardzo złożony. Agencja odpowiada za realizację konkretnych potrzeb wojska, ale wcześniej trzeba jeszcze przekonać jednostki i użytkowników końcowych, że dane rozwiązanie rzeczywiście odpowiada na ich wymagania.

Produkcję można zwiększyć. Wąskim gardłem pozostają komponenty

Pytanie o możliwość realizacji dużych zamówień pojawia się niemal zawsze, gdy niewielka firma prezentuje zaawansowaną technologię. Sebastian Szachowicz przekonuje, że sama produkcja nie stanowi największego problemu. B4 Limits od początku rozwija model oparty na współpracy z wyspecjalizowanymi partnerami. Firma projektuje elektronikę, architekturę systemu oraz oprogramowanie, natomiast część elementów powstaje u zewnętrznych dostawców.

Nasze są przede wszystkim płytki i cała architektura elektroniczna. Produkcję innych komponentów realizują partnerzy posiadający odpowiednie zaplecze technologiczne. Podobnie wygląda to w przypadku wiązek kablowych czy elementów mechanicznych.

Dzięki temu zwiększenie skali produkcji jest stosunkowo łatwe.

Największym wyzwaniem pozostają końcowe testy oraz kalibracja.

Jeżeli mielibyśmy wskazać prawdziwe wąskie gardło, to byłyby nim właśnie testowanie i kalibracja urządzeń. To ten obszar wymagałby największej rozbudowy przy dużych zamówieniach.

Naturalnym kolejnym krokiem rozwoju spółki ma być budowa własnego centrum badawczo-rozwojowego.

Chciałbym rozpocząć budowę takiego centrum w przyszłym roku. Myślę, że jest to realny termin. Wszystko zależy jednak od utrzymania odpowiedniej płynności finansowej i skali zamówień.

Firma prowadzi rozmowy zarówno z funduszami inwestycyjnymi, jak i partnerami strategicznymi. Jednocześnie zależy jej na zachowaniu możliwie dużej niezależności.

Nie chcielibyśmy, aby inwestorzy zaczęli narzucać kierunek rozwoju technologii. Mamy własną wizję i chcemy ją konsekwentnie realizować.

Article Image

Przyszłość jammerów będzie wyglądała inaczej

Wojna w Ukrainie ujawniła ograniczenia wielu dotychczasowych systemów walki elektronicznej. Czy w najbliższych pięciu latach ten segment czeka technologiczna rewolucja?

W przypadku B4 Limits Sebastian Szachowicz spodziewa się raczej dalszej ewolucji technologii niż kolejnej rewolucji. Inaczej ocenia sytuację na rynku, który – jego zdaniem – dopiero zaczyna dostosowywać się do nowych wymagań.

Nie wiem, czy za pięć lat jammer będzie wyglądał zupełnie inaczej. Myślę, że będzie przypominał obecne rozwiązania, tylko będzie jeszcze szybszy.

Według niego kierunek rozwoju wyznaczają dziś przede wszystkim trzy elementy.

Pierwszy to zwiększanie szerokości obserwowanego pasma.

Drugi – dalsze skracanie czasu reakcji.

Trzeci – możliwość pracy na coraz wyższych częstotliwościach.

Dzisiaj przełączamy się między trybem nasłuchu i odpowiedzi około 27,5 tysiąca razy na sekundę. Te wartości będą jeszcze rosły. Systemy radiowe będą też wykorzystywać coraz wyższe częstotliwości.

Granice rozwoju tej technologii nadal wyznaczają jednak prawa fizyki.

Nie wiem, czy w ciągu pięciu lat uda się zrobić coś zupełnie innego, jeśli chodzi o klasyczne zagłuszanie. Granice wyznacza fizyka.

Nie oznacza to jednak końca prac badawczych. Firma analizuje inne metody neutralizacji bezzałogowców.

Mamy własne przemyślenia dotyczące zwalczania statków powietrznych, które nie korzystają z klasycznej radiokomunikacji. Nie mówię tutaj o energii skierowanej czy laserach. To trochę inny kierunek. Na razie jednak chcemy dopracować to, co już stworzyliśmy, zanim rozpoczniemy kolejne duże projekty.

Wyścig, którego nie da się zatrzymać

Historia B4 Limits dobrze pokazuje, jak bardzo zmieniło się dziś projektowanie systemów walki elektronicznej. Jeszcze kilka lat temu sukces oznaczał zbudowanie urządzenia o większej mocy lub szerszym zakresie częstotliwości.

Obecnie przewagę daje coś zupełnie innego.

Szybkość uczenia się.

Możliwość aktualizacji algorytmów.

Gotowość do zmiany architektury, gdy pojawia się nowe zagrożenie.

Właśnie dlatego ukraińskie doświadczenia stały się dla wielu producentów równie cenne jak własne laboratoria. Nowe rozwiązania są tam każdego dnia weryfikowane w warunkach bojowych, a przeciwnik równie szybko rozwija technologie służące do ich przełamywania.

B4 Limits postawił na architekturę, która od początku miała być przygotowana na taką rzeczywistość. Zamiast projektować urządzenie pod konkretny model drona, zespół stworzył platformę zdolną reagować na zmieniające się środowisko radiowe. Reaktywne zagłuszanie, wykorzystanie układów FPGA, modułowa konstrukcja oraz możliwość aktualizacji algorytmów bez ingerencji w sprzęt tworzą rozwiązanie, którego największą wartością nie jest pojedynczy parametr techniczny, lecz zdolność do ciągłej optymalizacji.

To podejście wpisuje się również w szerszy trend obserwowany w sektorze obronnym. Coraz większe znaczenie mają bowiem platformy, które można rozwijać wraz z pojawianiem się nowych zagrożeń.

Czy polska firma zdoła wykorzystać ten potencjał również na rynku krajowym? Odpowiedź poznamy w najbliższych latach. Jedno wydaje się jednak pewne – kompetencje potrzebne do projektowania zaawansowanych systemów walki elektronicznej są dziś obecne także w Polsce. Wyzwaniem pozostaje nie tyle ich stworzenie, ile skuteczne przełożenie na seryjne wdrożenia i szerokie wykorzystanie przez użytkowników końcowych.