Program San. Najniższa warstwa obrony powietrznej i test zdolności polskiego przemysłu
Podpisana w piątek umowa w programie San, warta około 15 mld PLN, to coś więcej niż kolejny kontrakt zbrojeniowy. To pierwszy nowy zakup uzbrojenia finansowany pieniędzmi z unijnego programu SAFE. I jednocześnie jedno z najbardziej wymagających przedsięwzięć przemysłowo-integracyjnych, jakie Wojsko Polskie podjęło w ostatnich latach.
San ma zamknąć architekturę wielowarstwowej obrony powietrznej. Chodzi o poziom najniższy. Ten, który musi reagować szybko, tanio i masowo. Dokładnie tam, gdzie dziś pojawia się największa presja, głównie ze strony bezzałogowców.
Obrona warstwowa. Kontrakt w trybie „pilnej potrzeby”
Polska od lat buduje obronę powietrzną w układzie piętrowym. Najwyższą warstwę średniego zasięgu tworzy Wisła. Niżej znajduje się Narew, czyli krótki zasięg. Jeszcze niżej Pilica, odpowiedzialna za bardzo krótki dystans. San wchodzi pod Pilicę. Ma być ostatnią linią obrony.
To nie jest wyłącznie system antydronowy. Wojsko konsekwentnie podkreśla, że to system przeciwlotniczy bardzo krótkiego zasięgu. Ma zwalczać cele na dystansie od około 800 metrów do ponad 5 kilometrów. Kluczowa jest elastyczność. Dobór efektora do zagrożenia. Rakieta, działko, karabin albo środki niekinetyczne – zależnie od sytuacji.
- To domknięcie wielowarstwowej obrony przeciwlotniczej i przeciwrakietowej o najbardziej obecnie pożądaną warstwę – tłumaczy zastępca szefa Agencji Uzbrojenia gen. bryg. Michał Marciniak, który jest także pełnomocnikiem MON do spraw budowy systemu zintegrowanej obrony powietrznej.
Zakup systemu San zrealizowano z pominięciem klasycznych procedur Prawa zamówień publicznych. Zastosowano tryb pilnej potrzeby operacyjnej. To rozwiązanie stworzone lata temu, gdy trzeba było szybko uzupełniać wyposażenie żołnierzy z kontyngentu w Afganistanie. Pozwala ominąć wielomiesięczne procedury przetargowe. Nakłada jednak twarde ograniczenie – dostawy muszą się zamknąć w ciągu dwóch lat.
Dla przemysłu to sprinterskie tempo. Dla wojska – jedyna akceptowalna odpowiedź na zmieniające się zagrożenia. Impulsem były incydenty z września 2025 roku, gdy rosyjskie bezzałogowce naruszyły polską przestrzeń powietrzną. Wówczas do ich neutralizacji użyto myśliwców i drogich rakiet. Wnioski były oczywiste. Tani cel wymaga taniego środka zwalczania.
Kto buduje San
Pakiet kontraktowy obejmuje trzy umowy. Utworzono konsorcjum Polskiej Grupy Zbrojeniowej z norweskim Kongsberg. Niezależnie podpisano także umowę wykonawczą z gdyńską spółką Advanced Protection Systems.
Zamówienie złożyła Agencja Uzbrojenia. Wojsko kupuje 18 modułów bateryjnych. Każdy składa się z trzech plutonów ogniowych oraz plutonu wsparcia, który spina system z wyższymi warstwami obrony powietrznej.
Wartość kontraktu sięga około 15 mld PLN netto. Z komunikatu giełdowego Kongsberga wynika, że do norweskiej spółki trafi 16 mld koron, czyli blisko 5,9 mld PLN według obecnego kursu. Pozostała część – około 9 mld PLN – zostanie rozdysponowana między Polską Grupę Zbrojeniową, Advanced Protection Systems oraz pozostałych poddostawców. Jak informuje portal wnp.pl zasadniczą część norweskiego wynagrodzenia stanowią dostawy amunicji, której odpowiedniki nie są obecnie produkowane w Polsce.
Jak działa San?
San projektowano jako system hybrydowy. Łączy klasyczne środki rażenia z oddziaływaniem niekinetycznym. W praktyce oznacza to zdolność zarówno do fizycznego niszczenia celów, jak i do ich neutralizacji bez użycia ognia.
Warstwa kinetyczna obejmuje rakiety, działka i broń strzelecką. Warstwa niekinetyczna odpowiada za zakłócanie łączności i systemów sterowania, tak aby bezzałogowiec został zmuszony do przerwania misji, zawrócenia lub awaryjnego lądowania.
Każdy pluton ogniowy otrzyma własne stanowisko dowodzenia i kierowania, oparte na systemie SanView opracowanym przez Advanced Protection Systems. Spina on sensory i efektory w jeden zautomatyzowany układ decyzyjny.
Podstawowymi środkami rażenia będą kierowane pociski APKWS kalibru 70 mm, zintegrowane z wyrzutniami dostarczanymi przez Kongsberg. Norweska firma dostarczy również zdalnie sterowane wieżyczki z działkami kalibru 30 mm oraz amunicję programowalną, która pozwala ustawić moment detonacji pocisku w locie. To znacząco zwiększa skuteczność wobec małych, manewrujących celów.
Kongsberg deklarował możliwość uruchomienia produkcji zdalnie sterowanych wieżyczek w Polsce. Zastosowane w nich armaty są konstrukcyjnie zbliżone do tych używanych w Rosomakach i Borsukach.
Uzupełnieniem systemu będą samobieżne armaty SA-35 kalibru 35 mm dostarczone przez PIT-Radwar – po jednej na baterię – oraz wielolufowe karabiny maszynowe WLKM 12,7 mm wytwarzane w Zakładach Mechanicznych Tarnów (po dwa na baterię). W odróżnieniu od rozwiązań norweskich oba te efektory wymagają jeszcze uruchomienia produkcji seryjnej.
Według wojska działko 30 mm ma być podstawowym narzędziem walki. Oferuje wyższą szybkostrzelność i mobilność. Działko 35 mm ma większy zasięg i może zwalczać cele większe niż bezzałogowce. To potwierdza, że San nie jest wyłącznie systemem antydronowym, lecz pełnoprawnym elementem obrony przeciwlotniczej.
WLKM 12,7 mm pełni rolę efektora ostatniej linii. Wchodzi do gry dopiero wtedy, gdy cel przedrze się przez ogień rakiet i działek większego kalibru.
Każdy pluton ogniowy otrzyma środki niekinetyczne dostarczane przez APS oraz Kongsberga, a także radary FIELDctrl Ultra i Follow. Do zestawu dołączą drony Merops, przekazane Polsce przez USA, przeznaczone do przechwytywania wrogich bezzałogowców.
Plutony wsparcia zostaną wyposażone w bateryjne stanowiska dowodzenia, kompatybilne z rozwiązaniami stosowanymi w systemie Pilica. Dzięki temu San zostanie wpięty w wyższe warstwy obrony powietrznej. W plutonach wsparcia znajdą się również radary Xenta-M duńskiej firmy Weibel oraz system identyfikacji swój–obcy.
Z 18 zamówionych baterii 16 zostanie zgrupowanych w cztery dywizjony i trafi do pułków przeciwlotniczych Wojsk Lądowych. Dwie pozostałe baterie otrzymają Siły Powietrzne jako osłonę systemów Patriot, czyli warstwy Wisła.
Łącznie program obejmuje 54 plutony ogniowe i 18 plutonów dowodzenia.
Największe wyzwanie? Integracja
Mobilność jest jednym z kluczowych założeń programu San. Każdy sensor i każdy efektor trafi na oddzielne podwozie, co znacząco podnosi skalę wyzwań logistycznych. W praktyce oznacza to od 650 do 700 pojazdów – mniej więcej po połowie ciężarówek produkowanych przez Jelcz oraz pojazdów terenowych Legwan, wytwarzanych przez Rosomak na bazie platform Kia.
Rosomak, mimo podpisanej umowy ramowej na blisko 1300 Legwanów, nie ma jeszcze pierwszego zamówienia wykonawczego, a jednocześnie firma będzie musiała dostarczyć kilkaset pojazdów do Sana. Jelcz z kolei stanie przed koniecznością wyprodukowania dodatkowych 300–400 ciężarówek w dwa lata.
Program San to sprawdzian nie tylko dla wojska, ale także dla krajowego przemysłu. Najtrudniejszy etap dopiero przed wykonawcami. Dotychczas poszczególne elementy były testowane oddzielnie. Teraz muszą zadziałać jako jeden, w pełni zautomatyzowany system.
- Postawiliśmy wymaganie, aby ten system był w pełni zautomatyzowany, czyli wszystkie komponenty, które zdefiniowaliśmy jako efektory i sensory w tym systemie, musimy połączyć systemem dowodzenia, który będzie zautomatyzowany. Integracja wielu komponentów wielu producentów jest dla nas technicznym wyzwaniem – powiedział gen. bryg. Michał Marciniak z Agencji Uzbrojenia.
- Dostarczyliśmy klocki, natomiast z tych klocków musimy zbudować system i to jest dla nas w tej chwili największe wyzwanie – dodał.
Bardzo napięty harmonogram
Program San od początku realizowany jest pod presją czasu. To nie tylko kwestia dostaw sprzętu, lecz przede wszystkim jego integracji – i to w skali, z jaką polski przemysł obronny mierzy się rzadko.
Arkadiusz Bąk, wiceprezes Polskiej Grupy Zbrojeniowej zwraca uwagę na fakt, że w ciągu dwóch lat trzeba nie tylko wyprodukować, ale też zintegrować 18 baterii i 54 plutony ogniowe. Oznacza to równoległą pracę wielu zakładów i bardzo gęsty kalendarz kolejnych etapów integracyjnych.
Model odpowiedzialności jest podzielony. Advanced Protection Systems odpowiada za integrację systemową, natomiast PGZ i Kongsberg za integrację mechaniczną. W praktyce oznacza to konieczność zsynchronizowania pracy kilku głównych wykonawców i całej sieci poddostawców.
Największym wyzwaniem nie jest sama technologia, lecz logistyka. Kluczowe staje się jednoczesne zgromadzenie dużej liczby komponentów, które muszą trafić na kolejne etapy integracji. Baterie będą składane sekwencyjnie, w bardzo krótkich odstępach czasowych. Proces musi przebiegać niemal taśmowo – każde opóźnienie na wcześniejszym etapie grozi efektem domina.
Podobnego zdania jest Adam Leszkiewicz, prezes Polskiej Grupy Zbrojeniowej. Wskazuje, że największym wyzwaniem programu jest integracja już gotowych komponentów przy harmonogramie zamkniętym w dwóch latach. To zasadnicza różnica wobec programów Wisła i Narew, realizowanych w znacznie dłuższej perspektywie czasowej.
Wymusza to przemodelowanie planów produkcyjnych w spółkach PGZ, w tym w Zakładach Mechanicznych Tarnów. To tam powstaje wielolufowy karabin WLKM 12,7 mm. Broń ta nie jest jeszcze produkowana seryjnie. Trzeba uruchomić proces, zamówić komponenty i surowce oraz zbudować kompetencje produkcyjne – wszystko równolegle z realizacją kontraktu.
Istotnym elementem programu San będą rozwiązania sprawdzone w warunkach bojowych. W systemie wykorzystane zostaną komponenty antydronowego systemu SKYctrl od APS, który był używany w Ukrainie i Jordanii oraz wcześniej trafił do Wojska Polskiego.
Jak wskazuje Radosław Piesiewicz, współzałożyciel i dyrektor operacyjny APS, San to próba przeniesienia doświadczeń z realnego pola walki na znacznie większą skalę. Nie chodzi wyłącznie o sprzęt, lecz także o adaptację do szybko zmieniającej się taktyki użycia dronów przez armię rosyjską.
Zmiany wprowadzane są na bieżąco, przede wszystkim w oprogramowaniu, ale także w samych urządzeniach. Duży nacisk położono na ergonomię i łatwość obsługi przez żołnierzy – element często niedoceniany w projektach stricte technicznych.
W ramach programu San APS dostarczy system dowodzenia SanView, który połączy sensory i efektory w jeden spójny system zarządzania polem walki. Do tego dojdą radary Follow i Ultra oraz drony przechwytujące, przeznaczone do zwalczania innych bezzałogowców.
San to pierwszy nowy kontrakt zbrojeniowy, który ma być opłacony z unijnej pożyczki w ramach SAFE.
Źródło: wnp.pl
Zapraszamy na TEK.day Wrocław, 19 marca 2026. Zapisz się tutaj!
