Koniec ery taniej elektroniki. Rynek IT wchodzi w fazę trwałych podwyżek
Tanie urządzenia technologiczne znikają z rynku szybciej, niż wielu się spodziewało. To nie jest chwilowe tąpnięcie. To strukturalna zmiana. Globalny niedobór chipów, napięcia geopolityczne i bezprecedensowe inwestycje w sztuczną inteligencję napędzają wzrost kosztów i kończą erę taniej elektroniki.
Dane nie pozostawiają złudzeń. Według analiz IDC globalne dostawy komputerów osobistych spadną w tym roku o 11,3%. Jeszcze kilka miesięcy temu prognozy były znacznie łagodniejsze, zakładano spadek na poziomie 2,4%. Podobny trend dotyczy tabletów – w 2026 roku ich dostawy mają spaść o 7,6%. To nie tylko korekta. To sygnał głębszej zmiany strukturalnej.
Drożej, mniej – ale z wyższą marżą.
Rynek wszedł w nową fazę. Sprzedaje się mniej urządzeń, ale za wyższą cenę. IDC szacuje, że mimo spadków wolumenów przychody z rynku PC wzrosną o 1,6% - do 274 mld USD. W przypadku tabletów sięgną 66,8 mld USD (wzrost o 3,9%).
– Era tanich pecetów i tabletów na razie dobiegła końca. Rosnące średnie ceny sprzedaży i wyższe koszty komponentów trwale zmieniają układ sił na rynku – podkreśla Jitesh Ubrani, analityk IDC.
To efekt rosnących cen komponentów, przede wszystkim pamięci DRAM i SSD. Analitycy Gartner prognozują, że do końca roku mogą one zdrożeć nawet o 130%. W praktyce oznacza to średni wzrost cen komputerów o 17% i smartfonów o 13%.
Najbardziej ucierpi segment budżetowy. Komputery poniżej 500 USD mogą całkowicie zniknąć z rynku do 2028 roku.
AI napędza popyt – i pogłębia kryzys
Paradoks polega na tym, że za część problemów odpowiada technologia, która miała być kołem zamachowym rozwoju. Boom na sztuczną inteligencję generuje gigantyczny popyt na zaawansowane pamięci i układy dla centrów danych. Producenci kierują moce tam, gdzie marże są najwyższe.
Efekt? Braki w segmencie konsumenckim.
– To swoisty "perfect storm", który uderzył w branżę IT. Sytuacja jest naprawdę gwałtowna – ocenia Dariusz Piotrowski dyrektor generalny Dell Technologies.
Jak podkreśla, problem nie dotyczy wyłącznie komputerów i serwerów. Pamięci są dziś wszędzie: w smartfonach, tabletach, samochodach, sprzęcie AGD i urządzeniach przemysłowych. To oznacza, że presja cenowa rozlewa się na cały sektor technologiczny.
– To nie jest chwilowe załamanie popytu. Mówimy o ogromnych brakach w dostępności komponentów, które znajdują się absolutnie wszędzie – w serwerach, komputerach, samochodach czy smart-lodówkach. Ponad 85 proc. rynku kontroluje trzech dużych graczy. Kiedy wybuchła pandemia COVID-19, skokowo zwiększyli oni moce produkcyjne, bo popyt był ogromny. Po pandemii popyt mocno spadł, podobnie jak produkcja. I dość niespodziewanie, mniej więcej od połowy 2025 r., nastąpił nagły, bardzo silny wzrost popytu na kości pamięci. Obecnie widzimy wzrosty cen niektórych kości pamięci na poziomie kilkudziesięciu procent w porównaniu z poprzednim miesiącem – podkreśla Piotrowski w rozmowie z dziennikarzami XYZ.pl.
Firmy korygują budżety
Z perspektywy przedsiębiorstw problem jest znacznie poważniejszy niż zwykła korekta cenników. Rosnące koszty pamięci oznaczają konieczność rewizji budżetów zakupowych, harmonogramów wdrożeń i całych planów inwestycyjnych.
Jak przyznaje Dariusz Piotrowski, firmy kupujące sprzęt komputerowy muszą dziś przepisywać nie tylko budżety, ale czasem całe plany finansowe na dany rok. Powód jest prosty: pamięć odpowiada za istotną część wartości urządzenia. W standardowym komputerze to zwykle od kilkunastu do około 20% ceny całego zestawu. W serwerach udział ten sięga około 30%, a bywa jeszcze wyższy.
Jeżeli drożeje pamięć, drożeje całe urządzenie. Na tym niestety nie koniec. Nierzadko zmienia się również czas realizacji projektu. Firmy, które jeszcze niedawno zakładały, że sprzęt dotrze w dwa miesiące, dziś muszą liczyć się z terminami rzędu sześciu, a nawet dziewięciu miesięcy. To oznacza, że wdrożenia planowane na ten rok mogą zakończyć się dopiero w przyszłym.
W praktyce rosnące koszty i ograniczona dostępność komponentów zmieniają sposób prowadzenia przetargów. Coraz większego znaczenia nabiera skracanie czasu wyboru oferty, dopuszczanie bardziej elastycznych konfiguracji oraz rozmowa z dostawcami o możliwych zamiennikach. Sztywne specyfikacje i długie procedury zakupowe stają się w tej sytuacji po prostu ryzykowne.
To nie jest kryzys, który minie za kwartał
Wielu menedżerów wciąż zakłada, że rynek przeczeka najgorszy moment i za kilka miesięcy wróci do równowagi. Problem w tym, że obecne zaburzenie nie ma charakteru krótkoterminowego. Nawet gdyby dziś zapadła decyzja o budowie nowych fabryk pamięci, ich pełne uruchomienie zajęłoby od 18 do 24 miesięcy. To oznacza co najmniej dwa lata napiętego rynku.
– Nawet jeśli ktoś dziś zdecydowałby się zainwestować w nową fabrykę pamięci, to od momentu rozpoczęcia budowy do uzyskania pełnych mocy produkcyjnych mija zwykle od 18 do 24 miesięcy. To oznacza, że obecne strukturalne zaburzenie rynku potrwa co najmniej dwa lata – o ile w ogóle pojawią się inwestorzy gotowi zbudować nowe moce produkcyjne i konkurować z trzema gigantami, którzy działają na tym rynku od dziesięcioleci. To nie jest produkcja plastikowych krzeseł, którą można szybko uruchomić. Mówimy o technologii najwyższej klasy – wyjaśnia Piotrowski. – Dlatego jedną z najważniejszych informacji dla firm jest to, że tej sytuacji nie da się po prostu przeczekać. Spotykałem się z wieloma członkami zarządów i dyrektorami IT, którzy mówili: „Poczekamy trzy miesiące i wrócimy do naszych projektów”. Niestety, to tak nie zadziała.
Dodatkowym problemem jest struktura branży. Jak wspomina dyrektor generalny Dell Technologies, ponad 85% rynku pamięci kontroluje trzech największych graczy. Taka koncentracja ogranicza elastyczność podaży. Rynek nie jest w stanie szybko odpowiedzieć na gwałtowny wzrost zapotrzebowania, zwłaszcza gdy najbardziej dochodowe segmenty wysysają komponenty z pozostałych zastosowań.
Szacunki przywoływane przez Piotrowskiego wskazują, że przy obecnym popycie rynek jest w stanie zaspokoić około 70% zapotrzebowania. Reszta zamienia się w narastającą kolejkę zamówień. A to oznacza dalszą presję na ceny i terminy dostaw.
– Szacunki firm analitycznych wskazują, że przy obecnym popycie rynek jest w stanie zaspokoić jedynie około 70 proc. zapotrzebowania. Co ważne, ta luka ma długotrwałe konsekwencje, bo kolejka zamówień się wydłuża, a do obecnego popytu dochodzą zaległości z poprzednich miesięcy. Wszystko zaczyna się na siebie nakładać – dodaje dyrektor generalny Dell Technologies.
Łańcuchy dostaw pod presją geopolityki
Sytuację pogarszają czynniki polityczne. Zakłócenia w regionie Zatoki Perskiej uderzają nie tylko w rynek energii, ale też w dostępność surowców krytycznych.
Jednym z nich jest hel. Kluczowy dla produkcji półprzewodników, światłowodów i technologii medycznych. Jego transport jest skomplikowany i czasochłonny. W przypadku blokady szlaków morskich – jak w rejonie Cieśniny Ormuz – część dostaw może zostać bezpowrotnie utracona.
Eksperci ostrzegają: nawet krótkotrwałe zakłócenia mogą wywołać realne braki w Europie i Azji. A to oznacza dalszą presję kosztową.
W Polsce rośnie infrastruktura, nie tylko PC
Ten trend jest widoczny również na rynku polskim. Dell nie podaje danych lokalnych, ale Piotrowski wskazuje, że w kraju szybciej rośnie segment infrastruktury niż komputerów osobistych. Wsparciem są środki z KPO i innych programów, które pobudzają popyt, szczególnie w obszarze serwerów.
Dell Technologies intensywnie rozwija zaplecze produkcyjne w Łodzi. W zakładzie uruchomiono już linie produkcyjne serwerów AI oraz zestawów z chłodzeniem cieczą, a bezpośrednio przy fabryce powstało centrum logistyczne. To pokazuje, że nawet w warunkach globalnych napięć firmy budują kompetencje pod nowe, bardziej wymagające segmenty rynku.
– Uruchomiliśmy już linie produkcyjne serwerów AI oraz całych zestawów z chłodzeniem cieczą. To zupełnie inny poziom infrastruktury niż klasyczne serwery chłodzone powietrzem. Wymaga instalacji rozbudowanych systemów chłodzenia i specjalistycznych stanowisk testowych. Te inwestycje przygotowują fabrykę na dalszy wzrost. Powstało również centrum logistyczne bezpośrednio przy zakładzie.
To ważny sygnał. Rynek nie cofa się technologicznie. Przeciwnie, przyspiesza. Tyle że rozwój coraz wyraźniej przesuwa się w stronę zaawansowanej infrastruktury, a nie taniej elektroniki masowej.
Dłuższy cykl życia sprzętu
Rosnące ceny zmieniają zachowania klientów. Firmy i konsumenci częściej wybierają droższy sprzęt, ale planują korzystać z niego dłużej. To naturalna reakcja na presję kosztową. Jednocześnie wydłużanie cyklu życia urządzeń niesie nowe ryzyka. Starszy sprzęt jest bardziej podatny na cyberzagrożenia, trudniejszy w utrzymaniu i gorzej przygotowany do obsługi nowych obciążeń, w tym rozwiązań AI.
Piotrowski zwraca uwagę, że część organizacji będzie próbowała kompensować wzrost kosztów przez lepsze wykorzystanie już posiadanych zasobów. Dotyczy to zwłaszcza infrastruktury lokalnej i stacji roboczych, które poza godzinami pracy mogą realizować dodatkowe zadania. To może częściowo ograniczyć presję inwestycyjną, ale nie rozwiąże problemu niedoboru komponentów.
Kryzys może przyspieszyć Edge AI
W całym tym zamieszaniu pojawia się też ciekawy efekt uboczny. Jeżeli wielkie centra danych będą drożały i powstawały wolniej, część projektów AI może przesunąć się w stronę mniejszych, lokalnych modeli i rozwiązań typu Edge AI. To podejście pozwala przetwarzać dane bliżej miejsca ich powstawania, bez konieczności ciągłego odwoływania się do wielkich zasobów chmurowych.
W praktyce może to oznaczać większe zainteresowanie modelami mniejszej skali, tańszymi we wdrożeniu i łatwiejszymi do uruchomienia w środowiskach lokalnych. W takim scenariuszu obecny kryzys nie zatrzyma AI, ale może wyraźnie zmienić kierunek jej rozwoju.
Cisza przed burzą
Na razie część rynku pozostaje spokojna. Duże firmy działają w oparciu o kontrakty długoterminowe i zgromadzone zapasy. To jednak tylko bufor.
Jak obrazowo ujął to jeden z analityków cytowanych przez „The New York Times”: tsunami jest jeszcze daleko, ale już zmierza w stronę brzegu.
– Tsunami jest jeszcze tysiąc mil stąd. Na razie na plaży świeci słońce – ocenił Phil Kornbluth, sugerując, że uderzenie w końcu nadejdzie. W wypowiedzi dla portalu GasWorld dodał, że nawet po ewentualnym przeorganizowaniu tras dostaw, rynek będzie musiał zmierzyć się z trwałym, dwucyfrowym niedoborem helu.
Powrót do „taniej elektroniki” jest mało prawdopodobny.
Dla branży oznacza to konieczność redefinicji strategii. Dla użytkowników – zmianę przyzwyczajeń. Era tanich komputerów właśnie się kończy. I nic nie wskazuje na to, by miała szybko wrócić.
Źródło: Bankier, Money, XYZ
Zapraszamy na nasze nowe wydarzenie, Hardware Forum 2026, 14-15 maja 2026. Zapisz się już dziś i skorzystaj z oferty early bird:
